piątek, 28 lutego 2014

Wszystkie hamburgery smakują tak samo i polecam je dzieciom ?!


Otrzymałam spory czas temu broszurę, opisującą skrupulatnie produkcję żywności dla sieci McDonald's. Przymierzałam się do niej długo wmawiając sobie, że chyba niewiele mnie już zaskoczy, jeśli po raz kolejny przeczytam o fenomenie maka.
Najpierw pooglądałam obrazki, fotografie, infografiki. Wszystko po prostu do schrupania. Jednak zajrzałam głębiej.

Rozdział 1- traktuje o mięsie
  • OSI FOOD SOLUTION - koło Ostródy, największy partner, zajmuje się mięsem
  • powstanie hamburgera to 4 etapy
  • 1 etap- przyjęcie surowca, badane przez weterynarzy, w temp.do 7 st.C
  • 2 etap- rozdrabnianie, mielenie i (UWAGA!) dobieranie mięsa aby zawarty w nim tłuszcz nie przekroczył 20% masy
  • 3 etap- formowanie i zamrażanie, głębokie zamrożenie
  • 4 etap- magazynowanie
  • LABORATORIUM- ocena organoleptyczna na podstawie grillowania mięsa, uzyskania temp. 70 st.C
Na koniec zostawiłam najlepszy akcent, cytuję:
Zaspokoiłam swoją ciekawość ostatecznie i rozwiałam wszelkie wątpliwości, potwierdzając swoje obserwacje u doskonałego źródła, jednego z najwybitniejszych w Polsce specjalistów od technologii żywności pana profesora Krzysztofa Krygiera, kierownika Zakładu technologii tłuszczów i koncentratów spożywczych SGGW. Zapytany o to, czy mogę swojemu dziecku zafundować hamburgera, odparł z przekonaniem: - OCZYWIŚCIE. POD WARUNKIEM,ŻE BĘDZIE TO HAMBURGER TAKI, JAK McDONALD'S.
Autorka może i chciała być obiektywna, choć w moim przekonaniu coś tu nie wyszło. No nic tylko jadać w maku, i stawiać dzieciom hamburgery bo: są tanie, mają 100% wołowiny, bo nie chce mi się gotować! Ponadto idąc do maka nie zamówisz dziecku samego mięsa?! Ogólnie standardy swoją drogą, a produkt finalny swoją. 
Ile razy widzieliście reklamę wymarzonego hamburgera, a potem rozczarowanie podane na tacy? Mnie się zdarzało...dlatego ONI jedno, a MY drugie. Grunt to włączyć myślenie.

Dla przypomnienia, wartość odżywcza hamburgera z maka (bardzo ogólnie)w 100 g :
  • wartość kaloryczna- 255 kcal
  • białko- 13,0 g
  • tłuszcz- 9,0 g
  • węglowodany- 30,0 g


wtorek, 25 lutego 2014

Mięso, mięso, człowiek pożeracz...i muzyka

Fragment teledysku
Natchniona pewnym teledyskiem, bardziej trafne wydaje się - poruszona, postanowiłam zapytać Was co o nim sądzicie. Oczywiście jest on związany z żywnością, choć ja widzę to jako powierzchowność tematyczną tego filmu. Linia produkcyjna, której poświęcone są pierwsze minuty, złożoność procesu obróbki mięs, wszystkich rodzajów, warunki w jakich przebywają zwierzęta, wreszcie konsumpcja i to...jak wygląda ciało Człowieka Pożeracza. Dlaczego w ten sposób?

Fragment teledysku
Taki jest mój odbiór: jesz i żyjesz szybko, a to gdzieś się wreszcie pokaże, ujawni. Brakuje mi tylko jednego w tym teledysku. Wątku kończącego myśl masowej linii produkcyjnej czyli wyrzucanie jedzenia na śmietnik, bo już nie jest takie ładne, jakiego konsument oczekuje. Ale tą myśl rozwinę w przyszłości. Tymczasem o możliwościach wykorzystania jedzenia z odzysku pisałam tutaj. 

Nie jestem zagorzałą wegetarianką (rozważam z progresem), jednak sposoby pozyskiwania mięsa oraz wzrastająca wyimaginowana konsumpcją tylko po to,aby dużą jego część wyrzucić na śmieci jest dla mnie niezrozumiała. Nie piszę apelując: jesz mięso, jesteś beee. I zdaję sobie sprawę,że to teledysk, nie reportaż, ale jedno nie wyklucza drugiego. Zwłaszcza gdy tematyka dotyka codzienności, widać przez każdego inaczej postrzeganej.


Pomyśleć,że to tylko muzyka....Ciekawa jestem jak Wy widzicie sprawę?

sobota, 22 lutego 2014

(Drobna) aktywność fizyczna w parowozowni i fotorelacja

Każda z Nas pisze o zdrowym trybie życia, zdrowym żywieniu, aktywności fizycznej, zdrowiu psychicznym etc. Przy okazji dzisiejszego wpisu, w myśl zdrowego podejścia do życia, chciałam się podzielić z Wami wrażeniami z wycieczki do parowozowni, która owocowała w aktywność fizyczną oraz doznania estetyczne. Mam nadzieję,że przystaniecie na chwilkę  i rozmarzycie się tak, jak ja podczas tego trzygodzinnego spaceru.

 

Jeśli czytacie dalej....zdjęcia pochodzą z parowozowni w miejscowości Wolsztyn. Droga do niej zajęła mi 5 godzin w jedną stronę, ale warto było :) To jedyne takie miejsce w Europie gdzie można zobaczyć czynny parowóz wyruszający w trasę z planowym pociągiem osobowym!


Nie jestem wielkim fanem pociągów itp. ale obcowanie z takim ogromem żelastwa naprawdę mnie poruszyło. Przez chwilę cofnęłam się w czasie, gdy z bliska obserwowałam załadunek lokomotywy, drobne naprawy i wjazd na tzw.kanał.

Trafiały się i takie eksponaty,jak ten wyżej, rodem z horroru! Droga do pokonania,na terenie parowozowni też nie była najkrótsza, choć Wy pewnie biegacie na dłuższe dystanse. :)


Zdrowie to też umiejętność relaksu, odstresowania się, poświęcenia się pasji. Zapewne większość z Was się ze mną zgodzi. Ja właśnie tak odczułam tą wycieczkę. Chwila odpoczynku...czego i Wam życzę (szczególnie studentom po niedawnej sesji :))


Nie zasypuję Was już zdjęciami, choć to tylko namiastka tego,co ujęłam w kadrze. Może kogoś zachęcę do zwiedzenia tamtejszych okolic,a jak nie to chociaż do wyjścia na spacer. Uprzedzam....jeśli będzie dłuższy niż 3 godziny weźcie ze sobą kanapkę na drogę :D 

czwartek, 20 lutego 2014

Ciasteczka jaglane na mleczku kokosowym

Pewnie słyszeliście o tym,że kaszę jaglaną można wykorzystać na słodko i słono. Mnie wpadł do głowy wypiek słodki, z bakaliami z dodatkiem mleczka kokosowego. Może przyda się komuś kto mleka krowiego nie lubi/nie może, i na gluten też uważać powinien. A może po prostu ktoś zechce przetestować?

Składniki:
  • kasza jaglana 1 szklanka (suchej masy)
  • 1 jajko kl.M
  • mleczko kokosowe
  • morele suszone (100-200g)
  • rodzynki (100-200g)
  • opcjonalnie miód (1-2 łyżki)
Kaszę ugotować. Morele namoczyć, odsączyć i pokroić w kostkę. Do kaszy dodać morele, rodzynki, mleczko kokosowe. Spróbować słodkość. Ewentualnie dodać miód. Na końcu jajo. Wymieszać i formować okrągłe placuszki.

Ps. Placki będą parować, dobrze jest je opiekać z obydwu stron, na złoty kolor.

wtorek, 18 lutego 2014

Indyk w rozmarynie i mleczku kokosowym

Przyszła pora na indora. Testowałam zakup mleczka kokosowego i eksperymentu, który pierwotnie się nie powiódł, bo przegięłam z przyprawami. Ale o tym później.

Przygotowałam zatem pierś z indyka w sosie z mleczka kokosowego i koperku w roli głównej.
Składniki:
  • pierś z indyka (duża była 800g)
  • koperek (cały pęczek)/  w zamyśle była kolendra :)
  • mleczko kokosowe (200 ml)
  • pieprz cytrynowy
  • sól
  • ryż 
Mięso ugotowane, potem duszone w pozostałych składnikach. Na koniec przyprawy. Podane z ryżem białym.

Mleczko zawitało u mnie pierwszy raz, i był to zaskakująco dobry zakup, zważywszy na to,że fanką kokosowych wiórków i kosmetyków nie jestem :P

Także powracając do pierwotnego eksperymentu czyli indyk w rozmarynie, okazał się pomyłką. Dlaczego? Bo efekt po ilości dodanego rozmarynu był oszałamiająco....ostry. Do indyka i kurczaka nie polecam.
W ten oto sposób z piersi w rozmarynie (opłukanej,oskrobanej i obgotowanej) powstała całkiem zjadliwa pierś w mleczku kokosowym. Na zdjęciu poniżej pierś we wcieleniu pierwszym. No cóż....człowiek całe życie się uczy, a z moją skłonnością do eksperymentowania...to jeszcze jeden dzień dłużej :).

 
Smacznego!

sobota, 15 lutego 2014

Triki ożywiające handel np.: walentynkowy


Czytając Wasze wypowiedzi na temat Walentynek i ich komercyjnego wymiaru postanowiłam prześledzić czy rzeczywiście tak jest. Czy czerwony kolor i rozwieszanie serduszek napędza koniunkturę? Jeśli tak, to po jakie produkty sięgamy najczęściej?

Okazuje się,że święto może i przyszło zza oceanu- bo tam zawsze i wszędzie dopatrzyć się można zarobku, może z Europy- jak wskazuje historia, a może jednak z Harlequina, który po raz pierwszy w Polsce zachęcił do świętowania dnia zakochanych. Miało to miejsce w 1992 roku.
 
Przechodząc do trików handlowców, prześledźcie czy coś wpłynęło na Wasz wybór podczas zakupów, albo irytuje Was, gdy nie chcecie takowych zrobić, a i tak widzicie:
  • wystrój, witryny jak i półek sklepowych (szczególnie tam gdzie są słodycze)
  • słodycze (ponownie) z napisami Kocham Cię, I love you, Dla Ciebie etc.
  • w sieciach sklepów: promocje dla par robiących zakupy albo upominek za dokonane zakupy
  • placówki handlowe: konkursy dla zakochanych klientów, w których wygrać można (ponownie) słodycze
  • piekarnie i cukiernie: wypieki w kształcie serc lub z dodatkiem lubczyku
  • KRÓLOWA CZEKOLADA lub pralinki
  • zestawy słodkości np.: kubek z czekoladą, wielka czekolada z misiem i napisem I love you etc.
  • ciasteczka sprzedawane luzem, oczywiście w kształcie serc (choć nowością dla mnie była informacja,że najlepiej sprzedają się, gdy są w polewie czekoladowej)
  • opakowania do ciastek i pralin sprzedawanych luzem, koniecznie z czerwoną wstążką
  • alkohole (wiem,że większość z Was wystrzega się go w ramach diety), ale najpopularniejsze to wina musujące, czerwone, różowe; prym wiodą smaki: maliny, słodko-cierpkiej wiśni, kokosu, kawy lub migdałów. Ciekawe czy się zgadzacie?
I właściwie na tym koniec. Na pewno zauważyliście, że większość trików dotyczy grupy produktów słodkich, kalorycznych i procentowych. Nie dopatrzyłam się reklamy np.: soczewicy z napisem I love you, ale kto wie, może w następnym roku?

Jak dotąd łapałam się na czekoladki, zdecydowanie z napisem, jakby miały smakować inaczej od tych bez napisu :D A Wy? Jakie produkty otrzymaliście albo zamierzacie kupić. Czy są to jakieś z tej listy?


czwartek, 13 lutego 2014

Bananowe placuszki - cynamonowa modyfikacja

 
Wariacje walentynkowe wszędzie! To i tutaj zobaczycie coś w kolorze czerwieni, i zasmakujecie w afrodyzjaku. Oczywiście, jak prawie zawsze,o placuszkach zadecydował spontaniczny zakup. Padło na banany :)

Przepis niezwykle prosty i myślę,że stosunkowo szybki do zrealizowania:
  • banany (u mnie był to akurat ok. 900g)
  • ok. 1,5 szklanki mąki żytniej
  • woda gazowana
  • mały jogurt naturalny
  • granat (do posypania, jak na zdjęciu)
  • olej rzepakowy
Wszystkie banany umyłam, obrałam i zmiksowałam, dolałam wody, jogurtu. Tak aby konsystencja była półpłynna. Dosypałam cynamonu, dlatego placki są nieco ciemniejsze od tych poprzednich (bananowe placki).
Napisałam,że możecie użyć oleju do smażenia, ale placki wyjdą również bez niego.Te bez tłuszczu będą bardziej pulchne i "suche". Na koniec polać można je miodem lub syropem, i posypać granatem dla wyrównania stopnia słodyczy i dostarczenia porcji witaminy C, E, B i A. :)


Doczytałam,że podobno wg tradycji żydowskiej, w granacie znajduje się 613 nasion, na podobieństwo 613 kazań Tory. Odwołania do granatu pojawiały się także dużo wcześniej, bo nawet w mitologii. Niestety nie policzyłam ziarenek. A chyba powinnam?! :)

Bawcie się, smakujcie i owocujcie w energię jakiej dostarczą Wam banany i cynamon :) Zwłaszcza na Walentynki :D



Śniadanie mistrzów Drugie śniadanie w pracy

poniedziałek, 10 lutego 2014

Babeczki z płatków gryczanych (bez glutenu, bez mleka)


Ostatnio serwowałam ciasteczka z ciasta francuskiego, bo przecież czasem można troszkę zgrzeszyć? A tak zupełnie serio "chodziło za mną" to ciasto. Dzisiaj znowu eksperymentowałam, ale już bardziej zdrowo! W domu znalazłam płatki gryczane, morele, jajka i najważniejsze foremki do babeczek :) A skoro zbliżają się walentynki, to serca na pewno się przydadzą.

Składniki na duuużo babeczek:
  • 3 jajka
  • paczka 200g płatków gryczanych
  • miód (3 łyżeczki)
  • cukier wanilinowy (3 łyżeczki)- następnym razem go pominę
  • morele, paczka 200g 
  • olej rzepakowy 0,5 szklanki
  • orzechy włoskie (u mnie dwie garście)
  • opcjonalnie odrobina wody, przy mieszaniu ciasta
Wydawałoby się że dużo tej słodyczy, ale były wg mnie akurat. Wszystkie składniki wymieszać ze sobą. Tylko morele namoczyć wcześniej w ciepłej wodzie,odsączyć i pokroić w drobną kostkę.A orzechy stłuc na drobno. Wszystko wymieszać, i nakładać do foremek. Piec ok.20 minut, w 160 C, na termoobiegu.
A tak babeczka wygląda po przekrojeniu. 

Ciekawa jestem czy Wam przypasują babki? Dzięki orzechom mają fajną chrupiącą teksturę, taką przypominającą falafel.
Babeczek wyszło tyle, że mogłam je zjeść na podwieczorek, na drugi dzień na śniadanie. No i oczywiście mogłam się z kimś podzielić :)

To był mój pierwszy raz z foremkami silikonowymi, i na pewno jeszcze powtórzę tą współpracę! W porównaniu z metalowymi, silikon jest łatwiejszy w użyciu i myciu. A przecież po pieczeniu trzeba posprzątać, sesesese :)

Używacie silikonowych foremek?

Drugie śniadanie w pracyŚniadanie mistrzów Słodkie Walentynki 2014

niedziela, 9 lutego 2014

Posiłek ze śmietnika

Brzoskwinia zakupiona w markecie. NIE z przeceny, NIE  ze śmietnika.
 
Pomyślałam sobie ostatnio,że dużą część domowego budżetu poświęca się na jedzenie. I nie mam tutaj w zamyśle zakupów tylko eko, bio, high quality czy jeszcze innych podobnych produktów. Po prostu żywności. Rozmawiając ze znajomymi, mięsożercy i wegetarianie, potwierdzają zgodnie: na jedzeniu trudno jest oszczędzić.
Przekornie pomyślałam niemożliwe!

Usłyszałam o freeganizmie, zaczęłam drążyć....Po raz pierwszy opowiedziała mi o tym koleżanka na studiach, potem czytałam w necie i prasie. Do sedna, freeganizm to:
  • antykonsumpcyjny styl życia
  • nazwa z połączenia słów: free + veganism (choć nie wszyscy są wegetarianami), przybyła z USA
  • poszukiwanie żywności wyrzuconej na śmieci lub pozyskanie jej tuż przed wyrzuceniem przez restauracje, targowiska, nawet hipermarkety.
O ile żywność wyrzucona przez restauracje i targowiska jest możliwa do przejęcia, o tyle produkty w kontenerach przy marketach to już problem. Dlaczego? Z jednej strony, teren prywatny (włamanie, kradzież) z drugiej jeśli żywność stanie się podarunkiem, to należy odprowadzić od niej podatek...Przez chwilę myślałam,że nie trzeba, po historii słynnego piekarza rozdającego chleb ubogim. 
Od dnia 1 października 2013 roku, zniesiony został podatek od darowizn, w przypadku instytucji i przedsiębiorstw pozyskujących żywność na cele charytatywne Jednak osoby prywatne, altruiści to już osoby indywidualne i myślę,że mogą mieć problem z podatkiem.

Napisałam osoby prywatne, bo takie uczestniczą m.in.: w ruchu Food Not Bombs w kilku miastach w Polsce. Przesłanie troszkę inne, choć u podstaw również jedzenie z odzysku. Ze znalezionych produktów, studenci, absolwenci, ogólnie chętni, gotują w domach posiłki, potem rozdają je na ulicy potrzebującym. A wśród nich m.in.: renciści i bezdomni. Akcje organizowane są raz w tygodniu, w ustalonym miejscu. W Łodzi zimą przybywa kilkudziesięciu chętnych na ciepłą strawę.
 
Nadmiar jedzenia, które kupujemy, szybko przypomina to ze zdjęcia, ląduje na śmietniku. A bywa i tak,że są w tych kontenerach produkty nienaruszone, nieodpakowane, pełnowartościowe!

Tak myślę sobie, czyż nie jest to przewrotne,lepiej wyrzucić niż podarować? 

poniedziałek, 3 lutego 2014

Ciasteczko z gruszką i dżemem porzeczkowym

W niedzielę mnie naszło! Otóż, niebawem czeka mnie ważny egzamin, i pomyślałam sobie,że upieczenie jakiejś słodyczy mnie odpręży :) Tak powstały ciasteczka z gruszką na spodzie francuskim z dżemem porzeczkowym. Przepis szybki i efektowny. Może mniej dietetyczny od ostatnich pralinek ale zawsze z owocami.

Do zrobienia ciasteczek wystarczy:
  • dżem porzeczkowy (u mnie to było 1/4 standardowego słoika)
  • gruszki (Ooooo tych to było z 1000g)
  • i paczka ciasta francuskiego (nie krzyczcie na mnie za bardzo,że nie zrobiłam go sama)
Właściwie z tej trójcy, najbardziej mi ciąży francuz. Ale raz nie zawsze, a poza tym tyle odśnieżania ostatnio wokół mam, że na pewno uda się "spalić" ciacho.

Zauważyliście na pewno,że gruszki są dość ciemne. Nie obrałam ich. Zrobiłam to celowo,żeby zachować choć troszkę błonnika :) Aha, polewa truskawkowa...częstowałam ciasteczkami także tych, którzy lubią słodzić herbatę, pić kolę itp. a skoro cukru w przepisie nie było, to pojawiła się polewa. Bez niej byłby problem podejrzewam. Sami wiecie,że niektórzy cukru z dnia na dzień nie odstawią :P

Ciastka w grupie prezentowały się tak:


Miłego dnia!